poniedziałek, 21 maja 2012

16# Anioły i Demony. Dan Brown

Co za piękny dzień! Słonko świeci... i to chyba tyle ;) Bo dziś znów poniedziałek i... klops ;) Ale tymczasem zapraszam na recenzję książki, która wprost mnie urzekła. Ba! Teraz moje wymagania wobec książek wzrosły, oj wzrosły ;) Ale dziś nieco krócej. Zapraszam.

Anioły i Demony. Dan Brown


Podstawowe informacje:
Tytuł: Anioły i Demony
Autor: Dan Brown
Tytuł oryginału: Angels and Demons
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: kwiecień 2004
Liczba stron: 560

Moja opinia:
Książka (jakże genialna) opowiada o badaczu symbolizmu i wykładowcy na uniwersytecie Harvarda - Robercie Langdonie - który zostaje pilnie wezwany do szwajcarskiego ośrodka badań (CERNu), by dokonać analizy tajemniczego znaku, wypalonego na ciele zamordowanego fizyka-księdza. Poznaje przy tym jego "córkę" - Vittorię Vetrę, która postanawia odnaleźć mordercę ojca. Odkrywa że to symbol tajnego antyreligijnego bractwa - Iluminatów. Wkrótce dowiaduje się też, że silna substancja wybuchowa - antymateria - została umieszczona w centrum Watykanu i wybuchnie za 24 godziny. Dodatkowo nagle znikają wszyscy preferiti, i to dosłownie tuż przed konklawe. Teraz Langdon razem z Vittorią mają tylko niecałą dobę, by uratować solicę papieską, ruszają tropem asasyna, dzięki czemu odkrywają straszną tajemnicę. Bo na ich oczach toczy się straszliwa, odwieczna walka między religią a nauką. Tylko kto wygra tym razem?
Po książkę sięgnęłam głównie za sprawą tego, że bardzo spodobał mi się "Kod Leonarda da Vinci" tegoż autora. Jednak do tej powieści początkowo odnosiłam się z lekkim dystansem. Walka z Iluminatami? Watykan? A cóż może być w tym ciekawego i realistycznego? I teraz wiem, jak bardzo się myliłam.Bo jak się okazało, Dan Brown to mistrz w tworzeniu zawiłych, skomplikowanych, ale jednocześnie niezwykle wciągających historii. Co do bohaterów: z samym Langdonem miałam przyjemność spotkać się w "Kodzie... " i muszę przyznać że ani trochę nie stracił na uroku i ogólnej mądrości. Aż czytelnik czuje się przy nim głupi. Ale miło wiedzieć, że każdy, nawet on się myli. Ostatnio często trafiam na książki, w których bohaterowie są nieomylni, nieśmiertelni i wszechwiedzący. Miło wiedzieć, że ta taka nie jest ;) Urzekła mnie też Vittoria, która (na szczęście!) jak większość obecnych bohaterek nie jest pusta i bezmyślna, pozbawiona własnej woli. Autor bardzo trafnie oddał wszystkie jej emocje, który kotłowały się w niej po śmierci ojca. Razem tworzą świetną parę. Również postacie drugoplanowe są ukształtowane w pełni, nie są sztuczne i nierealne. Szczególnie dwulicowość kamerlinga, która wychodzi jednak na jaw dopiero na sam koniec. A sama intryga idealnie utworzona. Po lekturze "Osaczonej" spodziewam się po książkach naprawdę wszystkiego, ale tak niespodziewanego i szokującego zakończeniu nigdy bym nie wymyśliła. Opowieść toczy się wartko, nie ma żadnych niepotrzebnych dopowiedzeń, ale też nie jest to tylko zbitek kolejnych, przeskakujących po sobie niepowiązanych ujęć. Podziwiam wiedzę i język pana Browna, bo trzeba było naprawdę dużo się naczytać o antymaterii, akceleratorach (itp.) oraz o samym Watykanie, jego historii i zwyczajach nim rządzących, żeby wykreować tak realistyczny świat. Po prostu genialna powieść, dopracowana na ostatni guzik. Mimo że książka zawiera w sobie również wiele fikcji, polecam ją każdemu. Po przeczytaniu tak dobrze napisanej i wciągającej opowieści, będę chyba bardziej wybredna w stosunku do innych książek. ;) Ja sama jeszcze długo będę do niej wracać.


Moja ocena
10/10


Może jeszcze krótkie dopowiedzenie z racji tego, że niedawno na Polsacie leciał film "Anioły i Demony". Gdy o tym usłyszałam, niezmiernie się ucieszyłam i ze zniecierpliwieniem zasiadłam przed telewizorem. Czy się zawiodłam? Zależy z jakiej strony patrząc. Jeżeli brać po uwagę samo wykonanie filmu, efekty specjalne, grę aktorską itp. to zdecydowanie jest to coś wartego polecenia. Ale jeśli ktoś zamierza odpuścić sobie książkę i po prostu obejrzeć jej ekranizację, to po prostu nie polecam. Większość (ale to nie znaczy wszystkie) postaci się zgadza, ogólny przebieg i zakończenie też jakoś (a raczej ledwo) ujdzie. Ale od samego początku historia ostro odbiega od oryginału. Bo gdzie się podział ojciec panny Vetry? W filmie nagle stał się jej wspólnikiem, z resztą jednym z wielu, których w powieści w ogóle nie było. Nie pokazano też CERNu, zamiast dyrektora Kohlera pojawił się bliżej nieznany ksiądz. Nikt naprawdę nie wzywał Langdona na pomoc z Watykanu, on sam musiał się prosić o zgodę na pomoc. Asasyn powinien zginąć, z resztą tak samo jak Baggia. A gdzie się podziała Chinita i jej kolega po fachu? Co z nagraniem rozmowy kamerlinga z Kohlerem, które on sam zarejestrował, a nie robocza kamera? Swoja drogą, Langdon wsiadł z kamerlingiem do helikoptera. A Vantresca spłonął na oczach tłumu. Ostatni ambigram to nie klucze, lecz diament iluminatów. A papieżem został Mortati, nie Baggia!  Ach, przez cały film siedziałam naburmuszona, że wszystko pozmieniali. Ale jako tako film całkiem niezły był. Tylko do książki niewiele się odnosi. No i Hanks świetnie zgrał ;)


I co? Macie zamiar sięgnąć po książkę, czy też nie bardzo? =3

16 komentarzy:

  1. Czytałam wiele pochlebnych recenzji na temat tej książki, jednak sama nie miałam z nią do czynienia. Film był bardzo ciekawy, więc nie dziwię się, że książka też jest fajna. Ciekawa, mnie jednak już to, że film się do niej mało odnosi. Hmmm.... ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ogólny zarys i niektóre postacie się zgadzają ;) W filmie historia idzie zupełnie inną ścieżką.

      Usuń
  2. Książki nie czytałam, ale mam zamiar to zmienić. Ciekawość nie daje mi spokoju:)).

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie książka była lepsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. czytałam książkę wieki temu
    film obejrzałam dwa razy
    i podobało mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja niestety nie jestem przekonana do twórczości tego autora. Czytałam jedną jego książkę i wcale mi się nie podobała. Prędzej obejrzę film.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam, czytałam - najpierw Kod Leonarda da Vinci, potem Anioły i Demony a niedawno Zaginiony Symbol . Wszystkie oczywiście z Robertem Langdonem w roli głównej . Jeżeli nie czytałaś tych pozostałych książek , to polecam ...
    Co do filmu to przyznam że mi się podobał ale do wierności książce to masz rację - groch z kapustą. Czasem też mam straszne nerwy że zmiksują fabułę i z dobrej książki wychodzi przeciętna ekranizacja, tak było w przypadku Kodu Leonarda da Vinci - po prostu nie mogę tego filmu oglądać i nic nie pomogą fajni aktorzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie Vantresca ;) A Zaginiony Symbol jest na mej liście gończej - niestety, tutejsze biblioteki nie zamierzają wzbogacić swoich zbiorów o tę pozycję, szkoda. ;)

      Usuń
  7. film oglądałam i książkę czytałam :) rewelacyjna! zgadzam się z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki Browna są świetne, podobają mi się, mimo że nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych;) Filmy to inna para kaloszy - o ile 'Anioły i demony' oglądało mi się nieźle, o tyle przy każdym podejściu do 'Kodu da Vinci' zasypiałam... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Anioły i demony" czytałam po "Kodzie Leonarda da Vinci" i zdecydowanie bardziej mi się podobała.
    Jeśli chodzi o filmy, to widziałam jedynie "Kod...", który według mnie był strasznie przegadany i po prostu nieciekawy.
    Po ekranizacji "Kodu" jakoś nie bardzo mam ochotę na kolejny film w/g Browna. Książki są zdecydowanie lepsze.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, książki są o wiele lepsze ;)

      Usuń
  10. powiem szczerze, że nie mam ochoty sięgać ani po "kod leonarda" ani po tą pozycję. może to wynika z moich przekonań :) sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz moje wypociny :]